jak schudnąć? to pytanie już było

Wprowadzenia ciąg dalszy.



Teraz krótko o tym, co do tej pory robiłam z chęcią zgubienia kilku kg (6-7).

Na studiach raz przeszłam dietę kopenhaską, wytrzymałam 11 dni. Pracowałam wtedy w kawiarni i w pewnym momencie na widok ciasta, ręce zaczęły mi się trząść i nie wytrzymałam. Próby niejedzenia słodyczy etc oczywiście były.

Kolejną dietą, z tych popularniejszych które próbowałam był Dukan.
Przeczytałam książkę, posłuchałam koleżanki, która schudła po ciąży na Dukanie, uznałam, że brzmi idealnie. Można jeść dobre rzeczy, w tym ciasta i chudnąć :) wchodzę w to!
Zakupiłam skrobię kukurydzianą do naleśników, słodzik do ciast (skoro można to czemu nie, nagle piekłam więcej niż przez ostatnie 5 lat) , piekłam sama chleb z różnymi efektami... Sporo wydawałam na tej diecie, sporo szykowałam jedzenia na wynos ale nie schudłam. Stosowałam Dukana przez ok. 3 miesiące, zgubiłam może 2 kg. Nie wiem, czy to kwestia tego, że po prostu to nie była dieta dla mnie, czy tego, że nagle robiłam jakieś desery, naleśniki etc, mimo, że zgodne z dietą to jednak.

Po diecie białkowej poszłam w końcu do dietetyka, do Centrum Leczenia Otyłości w Warszawie. Teraz z perspektywy czasu, wiem, że miejsce pięknie się nazywa, ale nie jest placówką, gdzie uzyska się porady jak zdrowo schudnąć. Z tego co pamiętam, sprzedają tam jakieś swoje suplementy, i ogólnie polecają różne tabletki apteczne etc... Ale za ok. 500 zł  (nie pamiętam już) wykupiłam podstawowy pakiet, gdzie miałam rozpisaną dietę na miesiąc i wizyty kontrolne. Dietę pani dietetyk dopasowała do tego, co powiedziałam, że lubię i w związku z tym prawie codziennie w menu był serek wiejski i kanapka z żółtym serem. Jednak obiady były niskokaloryczne, nie stosowałam wcześniej takich przepisów, jadłam bardziej regularnie i faktycznie schudłam. Chodziłam też wtedy na siłownię. Efekt trzymał się jakiś czas. Po jakimś czasie miałam dość trzymania diety, przygotowywania jedzenia etc. Słomiany zapał dał o sobie znać.

W ciągu ostatnich dwóch lat robiłam kilka razy podejście do chodzenia na siłownię; chodziłam wtedy przez ok miesiąc, i w pewnym momencie przestałam się wyrabiać czasowo, lub tak sobie przynajmniej mówiłam. Fakt, że mieszkałam w miejscu gdzie miałam daleko do siłowni i nie było to proste logistycznie. Dwa razy wykupywałam na różnych siłowniach rozpisanie treningu personalnego przez trenera. Ostatnio nawet jeden znalazłam i raz z nim ćwiczyłam, po przerwie.

Ćwiczyłam też oczywiście z Ewą Chodakowską, a jakże. Kilka pierwszych treningów Skalpela powodowało, że nie mogłam wstać z podłogi. Dopóki miałam przerwę w pracy, ćwiczyłam. Rok temu w styczniu wykupiłam za 400 lub 450 zł miesiąc ćwiczeń z Ewą bądź Lefrisem, wtedy jeszcze nie mieli własnego studio, było to w galerii fitness na Mokotowie. Zajęcia były 3 razy w tygodniu, intensywne. Momentami naprawdę było ciężko trzymać tempo i człowiek wychodził ledwo co. Ewa jest bardzo miła, motywuje a muzyka do zajęć dopasowana genialnie! Jednak drogawa ta impreza, i ja chodząc wtedy na zajęcia, wracałam z pracy po 21, a wychodziłam o 6 i było to męczące. Dodam, że w trakcie tego miesiąca ćwiczenia z Ewą, nie trzymałam jakoś super diety (choć starałam się) i nie schudłam nic,  nie zauważyłam żadnych zmian związanych z wagą czy figurą. Karnetu nie przedłużyłam głównie ze względów finansowych. Wmawiałam sobie, że skoro mam czas po pracy żeby na nie czekać, i potem tyle wracać, to tym bardziej powinnam mieć na to czas w domu, jednak ta logika nie działała już po powrocie do domu...

Kolejne podejście do diety - kilka miesięcy temu - myśląc o lecie i wakacjach powiedziałam z płaczem w głosie do mojego chłopaka, że muszę schudnąć, a że sama nie mam czasu ani głowy do szykowania jedzenia i nie umiem robić niskokalorycznego jedzenia, zamówiłam gotową dietę, choć wcale nie było mnie na to stać... :) ale ważniejsze było, żeby schudnąć a uznałam, że jedząc idealnie wyważone posiłki na pewno się uda. Zamówiłam miesiąc diety 1200 kcal z LightBox.pl, dogadałam godziny dostawy. Codziennie w dni robocze kurier zostawiał mi jedzenie na cały dzień pod drzwiami mieszkania, idealnie! Jedzenie było naprawdę dobre, czasami były to potraw, których sama na pewno bym nie zrobiła. Codziennie po obiedzie mały deser, jakieś kaszki czy pianki, na śniadanie jogurt z musli czy granolą ekologiczną (podobno) ale jogurt naprawdę pyszny. Nie jadłam wtedy nic innego, kalorii niby mało a jednak... nie schudłam. Nie wiem czy przy moim siedzącym trybie życia to była nadwyżka, czy co było nie tak, jednak głównym celem tej drogiej imprezy było schudnięcie, nie udało się więc pieniądze trochę źle wydane...

I jestem teraz tutaj... Od 3 miesięcy próbuję regularnie biegać, nawet wymieniłam biegowe. W trakcie 3 miesięcy biegałam z 5 razy. Były też dwa tygodnie, gdzie co drugi dzień ćwiczyłam z Ewką Skalpel 2.
Obecnie staram się zdrowo odżywiać, nie jeść mięsa. Lato teoretycznie to ułatwia, choć za to lody w kulkach kusza na każdym kroku...

Jak widać, potrafię wydać sporą sumę na odchudzanie, a potem nie staram się, żeby to dało swój cel. Potrafię sobie zakładać coś, i po 2 tygodniach rezygnować. Potrafię na facebooku i instagramie śledzić profile motywujące, fit, etc, czytac blogi o odchudzaniu i nie robić absolutnie nic, ew. popijać kitkata w pracy kawą bo życie takie ciężkie. Inne dziewczyny mają umięśnione tyłki i biegają sobie w kolorowych ciachach a ja jestem gruba i nic mi się nie chce.

I dlatego teraz MUSI być inaczej. Zarówno dla mojego zdrowia psychicznego i fizycznego. Chcę mieć poczucie kontroli nad sobą.



Komentarze

  1. Te wszystkie sposoby są nieskuteczne. Przede wszystkim na początku wrzuć na luz. Ciesz się sportem i każdym małym efektem i nie stosuj diet.
    KOKR 1.
    zobacz ten portal: http://potreningu.pl/
    Tutaj możesz zaplanować sobie każdy posiłek oraz rozkład dzienny BTW.Nie próbuj już ekstremalnych diet, wycieńczają organizm. Postaw na drobne kroczki i długotrwałą pracę oraz ulubione treningi i regularność.,\
    KROK 2.
    W planie zamieść treningi cardio oraz wzmacniające/ siłowe/ funkcjonalne
    cardio - rower/basen/nordic walking (jest skuteczniejszy do samego biegania, gdyż przy okazji pracuje cała górna część ciała - obręcz barkowa, ramiona, góra pleców oraz nie przeciążasz stawów kolanowych) twoje tętno w tych treningach to 60-75%mhr - (220 - wiek )X % mhr. Kup pulsometr - nawet najprostszy - chodzi o to żebyś mogła na bieżąco kontrolować samo tętno.
    KOKR 3. treningi wzmacniające + uelastycznijące: joga, pilates, fit ball (duże piłki) - zabezpieczą twoje stawy podczas utraty wagi, będą wzmacniać mięśni głebokie jednocześnie wyrabiając u ciebie czucie głebokie - dzięki nim poprawisz sylwetkę ( ustawienie kręgosłupa, wzmocnienie nierówności mięśniowych, wyrównanie siły między prawą a lewa stroną ciała).
    Od tego zaczynasz + crossfit (spodobał ci się więc będzie w Twoim planie, ale bez wolnych ciężarów - uwaga na stawy!!! Na początku wzmacnianie i czucie głębokie!).
    KROK 3 - po 3 miesiącach możesz spokojnie dołączyć treningi siłowe na zmianę z wzmacniającymi i cardio.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli cie zarzuciłam wiedzą za bardzo to przepraszam!
    Ja z kolei mam męczący "słowotok";-))W razie czego pytaj.

    OdpowiedzUsuń
  3. P.S
    Wrzuć sobie opcję moderacji na blogu. To bardzo pomaga. Zawsze znajdują się w necie wredne trolle , które wlepią ci przykry komentarz. Gdy masz możliwość kontroli, to możesz ich spamować ile wlezie! pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo Ci dziękuję za te rady, na pewno skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Hej! Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią na dany temat albo napiszesz co u Ciebie :)